Ideał

Ostrzegam,  że to chyba będzie wpis z pamiętnika niż jakiś tekst z morałem…

Moją wadą jest to, że jestem perfekcjonistką. Wszystko co robię musi być idealne, pięknie wyrysowane. Dlaczego to jest wada? Bo kolejny raz przekonuję się, że jest to jedno wielkie dno… Męczę się a czasem i zamęczam, bo coś mi nie wyszło. Muszę pilnować wszystkiego, ogłoszenia muszą być puszczone na czas, wszystko musi być idealnie. Posprzątaj dom, pogadaj z chłopakiem, wysłuchaj przyjaciółek, odrób lekcje, zaplanuj następny dzień, aaaaa i bądź ładnie ubrana, niech Twój makijaż będzie idealny i bez skazy po całym dniu męki w szkole  a Twoja fryzura ma wyglądać tak jakbyś wyszła przed chwilą o fryzjera. Przez długo czas uważałam to za cechę, w tym momencie czuję sie zwyczajnie rozdarta.. Chce mi się płakać, jednocześnie wiem, że muszę to ogarnąć, bo nikomu obowiązków z mojego stanowiska nie zlecę, bo nie lubię, gdy inni robią coś za mnie. Przy okazji w szkole też muszę być idealna, żadnej bluzy- tylko sweterki, zawsze skromny makijaż, ładnie umalowane paznokcie, moje ubranie musi do siebie pasować (nawet skarpety i nie ja wcale nie przesadzam). Nie potrafię znaleźć czasu dla siebie. Słucham o problemach innych, a o swoich nie umiem mówić. Dopiero wieczorem, w szlafroku z mokrymi włosami zaczynam zdawać sobie sprawę, że jestem chyba nieszczęśliwa. Boli. Boli mnie to określenie. Zagubiłam się pomiędzy trzymaniem wysoko głowy i uśmiechem, żeby te zazdrosne były jeszcze bardziej złe a tym co na prawdę sprawia mi radość. Ja sie pytam… Gdzie ja jestem.. Co jest ze mną nie tak… Gdzie się zgubiłam.. Najgorsze jest to, że ja nie wiem jak mam z tego kręgu ideału uciec…. nie potrafię tak życ.. to mnie wykańcza.. Mam ochotę zacząć krzyczeć „ratunku” wołać o pomoc, żeby ktoś mnie stąd wyciągnął, ja tu nie chcę być. Ja chce być szczęśliwa. tylko to. prosze…

Reklamy

Skok na głęboką wodę

Czasami są w nas dwie twarze i nie mówię tu o dwulicowości. Nie, to nie to. Jest w nas osoba, która została wykreowana przez osoby, które nas kochają- matki oraz osoba, którą stworzyliśmy sami. Nasze kochane mamusie uwielbiają nam wpajać, że prawdziwa miłość to jest matczyna i żadna inna nie istnieje a dorosłe życie, a tym bardziej nasi partnerzy są źli. Jestem z moim chłopakiem 3 lata a do tej pory moja rodzicielka nie jest w stanie tego zdzierżyć, dlaczego? Bo się boi? Bo mnie za mocno kocha? Tego nikt nie wie, jednak wiem, że mnie rani i mąci mi w głowie tak, że zaczynam wątpić w to, co czuję. A kocham, uwierzcie mi. Obydwoje mieliśmy mnóstwo okazji, żeby od siebie odejść, ale tego nie zrobiliśmy.

Te osoby, które nas kochają chcą nas przestrzec przed złym światem a my prędzej czy później w niego wstąpimy. Nie da się przecież  inaczej. Przestaje znowu wątpić w miłość, w zaufanie, w przyjaźń, tylko dlatego, że ta „druga osoba”  zaczyna się we mnie budzić, bo mama ją karmi swoimi ulubionymi tekstami. Jak to możliwe, że przed godziną czułam, że jestem szczęśliwa, że Go kocham a teraz czuję całkowity mętlik? Po rozmowie z mamą siadłam i coś mnie w środku uderzyło i mówi”NIE, NIE, NIE, NIE. NIE DAJ SOBĄ MANIPULOWAĆ.” Mamy są dobre, zazwyczaj nie chcą źle, tylko się pogubiły, ponieważ chcą nas ustrzec przed całym złem,ale co nam po tym, skoro wtedy nie zdobędziemy żadnego doświadczenia? Wtedy wejdziemy w ten okrutny świat jeszcze bardziej delikatniejsi i naiwni. Dlatego odważ się czasem skoczyć na głęboką wodę, wyłącz myśli „co będzie,gdy…” i zacznij żyć po swojemu, swoim tokiem myślenia. Twoi rodzice nie dorosną za Ciebie, nie przeżyją za Ciebie życia, nie nauczą się za Ciebie kochać. Jeśli pozostaniemy na gruncie, który jest zatytułowany „słucham wiecznie dobrych rad” to prędzej zginiemy w prawdziwym świecie. Moja mama nie daje mi i mojemu ukochanemu szans, ale jak już to wolę się sama o tym przekonać, że nam nie wyjdzie, niż żałować całe życie, że odeszłam od kogoś, kto sprawiał, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech bez powodu.

 

*Ten tekst nie ma na celu zbuntować was przeciwko rodzicom, tylko pokazać różne toki myślenia.